R E P O R T A Ż E    I    A R T Y K U Ł Y



www.europartner.com.pl
Poznański Czerwiec'56

Z perspektywy historyka i w świetle dokumentów

W czerwcu bieżącego roku obchodzić będziemy pięćdziesiątą rocznicę robotniczego protestu, zainicjowanego przez załogi poznańskich zakładów pracy w czerwcu 1956 roku, protestu, który przekształcił się w zbrojne starcie części zdesperowanych robotników z ówczesnymi siłami Urzędu Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej i wojsk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Były ofiary śmiertelne po obu stronach, było wielu rannych, były zniszczenia. Przez lata jakie upłynęły wokół tego, co wydarzyło się przed półwieczem w Poznaniu narosło wiele legend i pojawiło się wiele różnych, bardzo często rozbieżnych wersji wydarzeń. Pojawiło się też kilka rozbieżnych określeń tego, co się stało. Jedni wspominając Czerwiec ‘56 mówią o „wypadkach poznańskich”, inni o „powstaniu czerwcowym”, jeszcze inni o „ wydarzeniach czerwcowych”. Co naprawdę i dlaczego stało się w Poznaniu w dniu 28 czerwca 1956 roku? O to spierają się historycy poszczególnych generacji naukowców, spierają się także żyjący jeszcze uczestnicy zdarzeń. Ile osób, ile publikacji, tyle punktów widzenia. Dzisiaj oddajemy głos historykowi najmłodszego pokolenia polskich naukowców, dr Łukaszowi Jastrząbowi, który przez kilkanaście lat badał archiwa, zbierał wypowiedzi uczestników i świadków Czerwca 56, i który swoją pracę doktorską poświęcił tej tematyce. Jak on dzisiaj widzi i ocenia poznański Czerwiec 56? Czy widzi i ocenia to, co się wydarzyło także w szerokim kontekście reakcji ówczesnych władz partyjnych i rządowych Polski Ludowej, które w wystąpieniach robotniczych dopatrywały się inspiracji „ wrogich sił”? Oto co ma do powiedzenia młody historyk poznański:

Z dr Łukaszem Jastrząbiem rozmawia redaktor Jerzy A. Gołębiewski.

Jerzy A. Gołębiewski: Wokół wydarzeń jakie miały miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 roku, przez okres ostatnich 50 lat narosło wiele legend. Proces ten został zapoczątkowany już w pamiętnym roku 1956, kiedy ówczesne władze partyjne i rządowe Polski Ludowej do robotniczego protestu dorobiły wygodną im ideologię, aby ułatwić sobie dokonanie krwawej rozprawy z robotnikami. Badając przez kilkanaście lat problem poznańskiego Czerwca poznał Pan wszystkie uwarunkowania dające początek tamtym wydarzeniom. Jak to wszystko się zaczęło i co było iskrą rozniecającą te wydarzenia ?Dr Łukasz Jastrząb: Retoryka ówczesnych władz sprowadziła Poznański Czerwiec 1956 r. do prowokacji elementów reakcyjnych, które chciały wykorzystać odbywające się wtedy XXV Międzynarodowe Targi Poznańskie do prowokacji antypaństwowej. Korzenie Poznańskiego Czerwca 1956 r. tkwią w złej sytuacji ekonomiczno – socjalnej w poznańskich zakładach pracy. Wyśrubowane normy, złe warunki pracy, a także przestoje w produkcji spowodowane brakiem dostaw półfabrykatów – to była codzienność tamtego okresu. Jednak podstawową kwestią był tzw. podatek akordowy, naliczany zresztą niesłusznie, w którym chodziło o opodatkowanie głównie pracowników akordowych – im więcej wyprodukowali, tym więcej im zabierano pieniędzy. Rozmowy przedstawicieli załóg robotniczych z władzami nie przyniosły rezultatów. Ogniskiem zapalnym były Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielski Poznań (w 1956 r. Zakłady im. Józefa Stalina – ZISPO), Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego i Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Wykorzystano moment Targów, by pokazać zagranicznym gościom sytuację polskiego robotnika. Tło było czysto ekonomiczno – socjalne.

Dopiero później, gdy zgromadzenie na placu Józefa Stalina (obecnie plac Adama Mickiewicza) zakończyło się fiaskiem, a część tłumu ruszyła pod gmach Urzędu Bezpieczeństwa, demonstracja na tle ekonomicznym przerodziła się w zamieszki zbrojne o podłożu politycznym. Doskonale widać ten proces na podstawie analizy zmieniających się haseł i rzucanych okrzyków. Wiadomo jednak, że robotnicy nie wyszli na ulicę z powodów politycznych, ale z powodów ekonomicznych. Ówczesny system nie zapewnił im ani godnego bytu, ani prawidłowych warunków pracy. Motywacją do wyjścia na ulicę nie była chęć obalenia ustroju tylko upomnienie się o należne pieniądze, gwarantowane deputaty, przydziały, polepszenie warunków pracy, mieszkaniowych itp.

Jerzy A. Gołębiewski: Czy można dzisiaj stwierdzić, że wystąpienie robotników poznańskich było spontaniczne, czy też - być może - poprzedziło je przygotowanie przez jakąś zorganizowaną grupę na przykład w ówczesnych związkach zawodowych ?

Dr Łukasz Jastrząb: To było całkowicie spontaniczny strajk. Nikt tego nie przygotowywał, nie było zorganizowanej grupy. Owszem na poszczególnych wydziałach były osoby, o których można mówić, że były przywódcami, takie osoby pojawiały się też w poszczególnych fazach demonstracji, ale nie było jakiegoś ścisłego kierownictwa, grupy koordynującej.

Obecnie lansuje się nazwę „Powstanie Poznańskiego Czerwca 1956 r.” choć nie ma żadnych ku temu racjonalnych przesłanek. Nie można wydarzeniom przypisywać nazw ze względów emocjonalnych, by sztucznie podnosić ich rangę. Dodatkowo w Poznaniu nie ma szerokiego poparcia dla nazwy „powstanie”. Grupka kombatantów skupiona w Komitecie Obchodów 50 Rocznicy zdecydowała, że będziemy obchodzić rocznicę „powstania”, a zabitych nazywać „powstańcami” – jacy to byli z nich powstańcy, skoro prawie 84 procent zabitych to były ofiary przypadkowe ! Większość rodzin zabitych nie zgadza się, by ich zmarłych bliskich nazywać „powstańcami”. Kilku kombatantów przepchnęło ten wniosek w Komitecie Obchodów i mamy to co mamy – sztuczna nazwa niewspółmierna do faktycznego charakteru wydarzeń.

Wśród historyków tylko jeden lansował tezę powstańczą – prof. Lech Trzeciakowski, który w 1982 r. napisał, że w czerwcu 1956 r. miało miejsce „powstanie robotników poznańskich w obronie ideałów socjalistycznych”. Obecnie profesor twierdzi już co innego. Być może, gdyby starcia zbrojne potrwały dłużej – kilka dni, to mogłoby się to przerodzić w powstanie. Skoro jednak według niektórych w Poznaniu w dniu 28.06.1956 r. było powstanie, to dlaczego 100 tys. osób stało w centrum miasta i czekało kilka godzin na przyjazd władz? Dlaczego od razu nie zaczęli powstania ? Dopiero potem ludzie się zdenerwowali i zadecydowali, że „robią powstanie”?

Jerzy A. Gołębiewski: Jak potoczyły się wypadki w kolejnych dniach wydarzeń, jak i kiedy oraz w jaki sposób ówczesne władze rozpoczęły interwencję, a co najważniejsze, w jakim momencie zaczęły używać siły ?

Dr Łukasz Jastrząb: Nie można tu mówić o „dniach wydarzeń”, gdyż trwały one kilka godzin. Ówczesna władza była kompletnie zaskoczona tą sytuacją o czym świadczy totalny chaos na wysokich szczeblach decyzyjnych w godzinach porannych. Zignorowano dochodzące od dawna sygnały o możliwości wyjścia robotników na ulice. Za późno skierowano wojsko do akcji, które mogłoby zablokować ulice. Rozkaz o użyciu broni wydany został w momencie zbrojnego ataku demonstrantów na gmach Urzędu Bezpieczeństwa. Był to rozkaz dla funkcjonariuszy UB. Wojsko dostało zgodę o godz. 13.00, kiedy ogłoszono alarm bojowy w dywizjach. Panika, która ogarnęła władzę spowodowała podjęcie decyzji o wysłaniu na ulice Poznania ogromnej ilości wojska. Zaciętość i determinacja była po obu stronach. Żołnierze widząc jak padają ich ranni koledzy – zakłuli bagnetami 18-letniego chłopaka, z kolei demonstranci zlinczowali 25-letniego wartownika UB.

Jerzy A. Gołębiewski: Aby zrozumieć przebieg konfrontacji niezbędne jest ocenienie sił. Jaką siłą - w sensie masy ludzkiej - dysponowali protestujący robotnicy, a jaką siłę im przeciwstawiono? Jakie ofiary przyniosła konfrontacja ?

Dr Łukasz Jastrząb: Tu też należy się sprostowanie. W godzinach porannych na ówczesnym placu Józefa Stalina zgromadziło się około 100 tysięcy ludzi – czyli co trzeci mieszkaniec miasta (jako przelicznik, bo w demonstracji wzięły udział osoby przyjezdne). Z niektórych zakładów pracy, fabryk i biur pracownicy nie wyszli na ulicę w ogóle. Są też w literaturze podawane liczby 30 tys., 50 tys. i 70 tys. – przychylam się jednak do szacunku na 100 tys. osób. Z tej masy tylko mała część ruszyła na więzienie i pod gmach Urzędu Bezpieczeństwa (około 10 tys.). Bezpośrednio w ataku na budynek UB z bronią w ręku wzięło udział około 200 osób. W atakowanym budynku było najwyżej 50 osób (w tym kobiety). Do pacyfikacji władze rzuciły dwie dywizje pancerne (10 Sudecką Dywizję Pancerną i 19 Dywizję Pancerną z 2 Korpusu Pancernego), dwie dywizje piechoty (4 Pomorską Dywizję Piechoty im. Jana Kilińskiego i 5 Saską Dywizję Piechoty z 2 Korpusu Armijnego), 10 Wielkopolski Pułk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, samodzielny batalion jako grupa ad hoc skompletowana z wojsk KBW ćwiczących na poligonie pod Olsztynem – w sumie ponad 10 tysięcy żołnierzy. Do tego doliczyć należy kilkuset milicjantów i funkcjonariuszy UB. Do Poznania wjechało ponad 300 czołgów i np. 6 dział przeciwlotniczych. Skala była niewspółmierna do charakteru zajść – ówczesna władza mocno spanikowała wysyłając taką masę wojska.

Ofiary śmiertelne to 49 osób cywilnych i 8 po stronie władz – w sumie 57. Prawie 84 procent ofiar było przypadkowych i nie miało bezpośredniego związku z walkami. Rany natomiast odniosło około 600 osób, ale co ciekawe prawie 120 przypadków zranień to nie były postrzały, tylko otarcia, złamania, skaleczenia. Nie wiadomo na jakiej podstawie znalazły się one w katalogu „obrażeń czerwcowych”. Żeby było ciekawiej, 90 procent z tych zranionych rany odniosło poza teatrem toczących się walk – w zupełnie dalekich częściach miasta. Na podstawie tego można wnioskować, że rannych było mniej niż 600. W literaturze przedmiotu widoczna jest stała tendencja wzrostowa, jeżeli chodzi o liczbę zabitych i rannych. Ma to na celu podnieść znaczenie Czerwca ’56 – im więcej ofiar tym bardziej martyrologiczne wydarzenia. Dlatego liczba zabitych przez niektórych szacowana na ponad 100, a rannych na przeszło 1000 !

Np. dr hab. Stanisław Jankowiak, naczelnik Biura Edukacji Publicznej IPN w Poznaniu – uparcie powtarza, że zabitych było ponad 100, ale nie podaje żadnych ku temu przesłanek merytorycznych i źródłowych. Nie badał przecież archiwów. Równie dobrze na tej samej zasadzie mógłby mówić, że ofiar było ponad 200. To potem podchwytują dziennikarze i tak już zostaje w świadomości czytelnika. Jak widać sama etykieta pracownika IPN nie przesądza o autorytatywności. Badałem archiwa kilkanaście lat – nie ma żadnych racjonalnych podstaw i żadnych jakichkolwiek śladów, by można było przyjąć większą liczbę ofiar lub chociażby wyżej tę liczbę oszacować. Jeżeli zabitych było więcej – to gdzie są akty zgonów, groby, dlaczego żadna rodzina się nie zgłosiła przez tyle lat. Nie sądzę, by ponad 50 osób było sierotami bez żadnych rodzin, znajomych, którzy mogliby się o nich upomnieć. Wielu manipulując liczbą ofiar stara się podnieść rangę tych wydarzeń – wynika to chyba z jakiś kompleksów wobec np. Powstania Warszawskiego.

Jerzy A. Gołębiewski: Kiedy i w jaki sposób zakończyły się wydarzenia poznańskiego Czerwca, jaki w ogóle okazał się bilans tego, co się wydarzyło ?

Dr Łukasz Jastrząb: Trudno konkretnie ustalić czasowy zakres ramowy wydarzeń. Sam proces narastania sprzeciwu w Zakładach Cegielskiego trwał od 1954 r., a procesy poznańskie zakończyły się w październiku 1956 r. Jeżeli chodzi o wydarzenia z dnia 28 czerwca, to walki zakończyły się w późnych godzinach wieczornych. Ale należy jednak pamiętać, że nie były to walki uliczne sensu stricto, jak np. z Powstania Warszawskiego (choć wielu ludzie obecnie tak właśnie naciąga tamte wydarzenia). Polegało to na wymianie pojedynczych strzałów oddawanych z ukrycia np. do przejeżdżających żołnierzy, czołgów. Wymiana takich strzałów powoli zamierała przez noc, by we wczesnych godzinach rannych 29 czerwca wygasnąć. Przez kolejne trzy dni odnotowano jeszcze pojedyncze strzały lub serie, ale nie wyrządziły one krzywdy nikomu. Ostatni ranni zgłosili się o 5.00 rano 29 czerwca.

Po spacyfikowaniu buntu robotników zaczęły się jednak masowe aresztowania, śledztwa i przygotowania do procesów. Sam strajk i jego pacyfikacja trwały kilka godzin – więc można obalić mity nagromadzone w literaturze o trzydniowym powstaniu zbrojnym przeciwko komunizmowi. Bilans – poza zabitymi i rannymi – to straty materialne w wysokości prawie 5 mln ówczesnych złotych. Zdemolowano i okradziono wiele sklepów, splądrowano prywatne mieszkania, w których załatwiano potrzeby fizjologiczne na podłogę, rozbijano żywność na ścianach, zniszczono przez demonstrantów – często zupełnie niepotrzebnie – ponad 30 wagonów tramwajowych, zdemolowano urządzenia kolejowe, spalono samochody, rozkradziono warsztaty samochodowe UB. Doszło nawet do tego, że demonstranci zdemolowali żłobek – pokradli dziecinne zabawki, powyrywali framugi ze ścian, a np. znalezioną jodynę porozlewali na podłogę. Wiadomo jednak, że do demonstracji dołączyły się osoby o wybitnie destrukcyjnych skłonnościach, które miały z prawem na bakier, choć część zniszczeń zwłaszcza w mieszkaniach przy ul. Kochanowskiego była dziełem demonstrantów.

Protest robotników jako taki był słuszny, ale nie popieram i jestem nastawiony negatywnie do niesamowitych aktów wandalizmu i kradzieży jakie miały miejsce podczas Poznańskiego Czerwca 1956 r. O tym się w ogóle nie mówi, bo obraziłoby to tzw. „powstańców”. Ale przecież są to normalne zdarzenia przy tego typu protestach.

Na początku lipca 1956 r. zaczęto wypłacać robotnikom zaległe pieniądze – 11 mln złotych, poprawiono warunki pracy. W sumie robotnicy wywalczyli po części to, po co faktycznie wyszli. Nie chcieli zmiany systemu, to obecnie przypina się taką łatkę, że Poznań wyszedł na ulice walczyć z „komuną”, a rzeczywistość jest zupełnie inna. „Cegielski” ruszył na ulice upomnieć się o zabrane im należne im pieniądze. Dzisiaj jest jasne, że tamten system był temu winny, ale mocno naciągane jest stwierdzenie, że w Poznaniu miało miejsce antykomunistyczne powstanie.

Jerzy A. Gołębiewski: Czy protest robotników poznańskich skutkował w ówczesnej Polsce jakimiś zmianami w polityce władz, w polityce rządzącej partii, a jaki rezonans miał w całej społeczności Poznania i kraju ?

Dr Łukasz Jastrząb: Proces zmian w Polsce był uwarunkowany sytuacją w Związku Radzieckim i „odwilżą” po śmierci Józefa Stalina. Dlatego na Poznański Czerwiec 1956 r. należy patrzeć jako na jeden z elementów tego procesu. Sam Czerwiec ’56 nie doprowadził do zmian politycznych w październiku 1956 r., ale na pewno się do tego przyczynił. Zresztą ocena wydarzeń była kartą przetargową w konflikcie pomiędzy dwoma istniejącymi wówczas na VII Plenum KC PZPR, które obradowało w dniach 18-28.07.1956 r frakcjami w PZPR – „puławianami” (nurt liberalny) i „natolińczykami” (nurt hamujący zmiany). Plenum to dało początek do zmiany kursu ówczesnych władz. Po VII Plenum droga wiodła prosto do Października ’56.

Jeżeli chodzi o reakcję ludzi, to reakcja polskiego społeczeństwa była ogromna i żywa. Ludzie przestali bać się wyrażać głośno swoje myśli, solidaryzowali się z Poznaniem. Miało to wyraz w wysyłanych listach do władz, redakcji gazet, napisach na murach czy rozrzucanych ulotkach. Nie było regionu w Polsce, w którym wydarzenia te nie byłyby komentowane i popierane. Na ten temat powstało bardzo dużo ciekawych opracowań i artykułów, m. in. prof. Zofii Trojanowicz, czy prof. Pawła Machcewicza. Jeżeli chodzi o Poznań, to jego mieszkańcy bardzo przeżyli – przede wszystkim emocjonalnie – Poznański Czerwiec 1956 r. Z drugiej strony szokiem dla Poznaniaków była pacyfikacja oraz ofiary śmiertelne. Poznań cały czas pamięta 1956 r., tylko nasz charakter i nasza mentalność nie pozwalają na ciągłe rozdrapywanie ran i rozpaczanie nad tym wydarzeniem.

„Cegielski” wyszedł na ulicę, zaprotestował i osiągnął cel – wypłata zabranego podatku zaczęła się w parę dni po wydarzeniach. Być może dlatego Czerwiec ’56 jest mało znanym wydarzeniem w Polsce, bardziej niż np. Wydarzenia Grudnia 1970 r. Podobnie jest zresztą ze zwycięskim Powstaniem Wielkopolskim 1918/1919, o którym mówi się mało bądź wcale. Czytałem kiedyś opinię jednego socjologa, że Poznaniacy po walkach (np. po Powstaniu Wielkopolskim) chowają broń do szafy i biorą się do pracy, nie rozpaczają, nie „deliberują” nad wydarzeniem, w którym brali udział. Dlatego chyba tegoroczne obchody rocznicy Czerwca ‘56 przygotowywane są z takim rozmachem. Jednak niektóre zaplanowane w Poznaniu imprezy mogą budzić mieszane uczucia. Wiadomo, że wąska grupka osób by uleczyć jakieś kompleksy chce czcić „powstanie”. Opinia Poznaniaków jest jednak bardzo podzielona z wyraźna przewagą przeciwników „powstania”.

Jerzy A. Gołębiewski: Jak dzisiaj z perspektywy 50 lat, nowa generacja Polaków, w nowych warunkach ustrojowych może i powinna oceniać wpływ wydarzeń poznańskich na proces zmian społecznych po roku 1956, jak lokować te wydarzenia w nowoczesnej historii Polski, aby z jednej strony zachować obiektywizm, z drugiej - oddać sprawiedliwość ludziom, którzy przed 50 laty doznali krzywd, a często stracili życie? Jak w nowoczesnej historii Polski zapisywać rolę i działania rządzącej wówczas Polską partii i władz z jej nadania ?

Dr Łukasz Jastrząb: Młodym ludziom należy obiektywnie przekazywać fakty, a wnioski muszą sami wyciągać. Nie można narzucać jakiejś jedynie słusznej, obowiązującej wersji jakiegokolwiek wydarzenia. Trzeba mówić o historii kraju, bo jest to część naszego dziedzictwa, ale też nie należy popadać w skrajności martyrologiczne, bo to młodych już nie interesuje. Należy pamiętać o tych co zginęli na ulicach Poznania w Czerwcu ’56, niezależnie po której stronie barykady stali. Pamięć należy się bowiem każdemu zmarłemu, bez względu na poglądy i zajmowane wówczas stanowisko. To jest najlepsza lekcja historii dla młodzieży – lekcji, która nie będzie wprowadzała podziałów na zasadzie „zginęło 49 dobrych i 8 złych”.

Taki też wymiar ma mój doktorat i książka, która ukaże się w maju tego roku. Urodziłem się w 1977 r., gdy upadał poprzedni system miałem 13 lat i znikome pojęcie o tym, co się wtedy działo. Kiedy mając 22 lata zacząłem zaglądać do archiwów nie byłem obciążony żadnymi osobistymi przeżyciami z Czerwca 56 ani z poprzedniego systemu. To pozwoliło mi spojrzeć na Poznański Czerwiec 1956 r. okiem zimnym, chłodnym i obiektywnym. Pomimo, że jestem Poznaniakiem od czterech pokoleń i jestem bardzo emocjonalnie związany ze swoim miastem, a wydarzenia Czerwca ’56, stały się moją wieloletnią pasją, to obraz Poznańskiego Czerwca 1956 r. zaprezentowałem zupełnie inaczej niż dotychczas to czyniono. Maksymalnie obiektywnie, w udokumentowany sposób. Chłodno, zimno, bez zbędnej martyrologii.

Dzięki mojej książce rodziny zabitych będą mogły np. dowiedzieć się o wszystkich zapisach archiwalnych dotyczących ich bliskich, częstokroć dopiero co odkrytych, nowych dokumentach.

Jerzy A. Gołębiewski: Na zakończenie ostatnie pytanie: czy i jak na wydarzenia poznańskie roku 1956 reagował otaczający Polskę świat, czy wydarzenia te miały rezonans międzynarodowy, czy może świat w ogóle nie interesował się tym, że w Poznaniu polała się krew ?

Dr Łukasz Jastrząb: Ówczesna zagraniczna prasa bardzo żywo zareagowała na wydarzenia w Poznaniu. Wtedy w Poznaniu odbywały się XXV Międzynarodowe Targi Poznańskie, duża część korespondentów i wystawców bardzo szybko przekazała na Zachód relacje i zdjęcia, które obiegły cały świat. W większości opisy wydarzeń w Poznaniu były grubo przesadzone i wręcz nieprawdziwe – np. relacje o tysiącach ofiar. Jednak większego rezonansu na arenie międzynarodowej nie było z powodu Poznańskiego Czerwca 1956 r. – dość szybko zszedł on z pierwszych stron gazet. Zresztą zaraz miała miejsce Rewolucja Węgierska, która też dość szybko zeszła na plan dalszy z powodu międzynarodowego konfliktu nad Kanałem Sueskim. Skala Poznańskiego Czerwca 1956 r. nie była tak ogromna i znacząca jak np. rewolucja na Węgrzech. Teraz staramy się „umiędzynarodowić” Poznański Czerwiec 1956 r., ale nie sądzę by się to udało. Na siłę staramy się zaistnieć z Poznańskim Czerwcem 1956 r. wynosząc go do rangi „jednego z pierwszych powstań antykomunistycznych w Europie”. Nie wymagajmy od Zachodu znajomości Poznańskiego Czerwca 1956 r., skoro w Polsce wiedza o tym wydarzeniu jest znikoma. A niewiedza prowadzi do skrzywień i błędnych interpretacji jak to ma obecnie miejsce. Nie dorównamy – choć wielu by chciało - nigdy Rewolucji Węgierskiej 1956 r. – to były dwa różne zupełnie wydarzenia, o innym podłożu. Tam była typowa rewolucja przeciwko systemowi, natomiast w Poznaniu, z winy systemu był strajk o podłożu ekonomiczno – socjalnym. I tak należy to rozumieć.

( Dr Łukasz Jastrząb – ur. w 1977 r. w Poznaniu. W 2001 r. ukończył politologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pisząc dwie prace magisterskie z dwóch specjalności – samorządowej i marketingu politycznego. W tym samym roku podjął na ochotnika służbę wojskową na Wydziale Pancernym Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Stefana Czarnieckiego w Poznaniu. W 2005 r. obronił doktorat z historii pt.: Poznański Czerwiec 1956 r. – straty osobowe i ich analiza napisany pod kierunkiem prof. dr hab. Wiesława Olszewskiego w Instytucie Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W maju 2006 r. ukaże się jego książka pt.: „Rozstrzelano mojej serce w Poznaniu. Poznański Czerwiec 1956 r. – straty osobowe i ich analiza. Jest też autorem kilkunastu artykułów z tematyki Poznańskiego Czerwca 1956 r. Żona jest mgr farmacji i mgr biotechnologii, mają syna. )

Dziękujemy za rozmowę

*****
(Zezwala się na przedruki pod warunkiem podania źródła: www.europartner.com.pl)

top