Ż Y C I E P O L O N I I
|
|
|
| |
|
|
KALEJDOSKOP OTTAWSKI - STYCZEŃ 2008
|
|
| |
|
Animatorzy polskiej kultury na obczyźnie.
Mimo trudności, a to z obsadą a to z... i różne takie... Ottawski Klub Teatralny im. Jadwigi Domańskiej prowadzony (niestrudzenie!) przez Stanisława Kielara ponownie wystawił Jasełka pt. Polskie Boże Narodzenia "Kolędnicy" w reż. Marii Berwid - Gawalewicz (Dom Polski SPK, 19 stycznia 08'). W spektaklu gościnnie wystąpił chór aniołków, czyli "Małe Belcanto" Marii Knapik odmładzając trupę o dwa pokolenia. Rzecz cała rozegrała się w dekoracjach zaprojektowanych przez artystę plastyka Romana Wodejkę. Reżyserią dźwięku zajęła się, co przy nagłośnieniu tłumu aktorów jest wyczynem nie lada, Elżbieta Nowicka - Kielar. Kolorowymi kostiumami śpiewających krakowianek, bo to w nich siła przedstawienia, Irena Baker i Maria Podsadowska (dokładniej, stroje pochodzą z okresu, kiedy przy teatrze działał zespól "Hej na ludowo" prowadzony przez niezapomnianą Marię Stochaj. Nie sposób tu wymienić wszystkich, którzy przyczynili się do realizacji tego projektu, ale wiadomo, bez aktorów nic by tu nie było. Więc - brawo aktorzy!
W pracy nad wystawieniem Jasełek udział wzięło ponad czterdzieści osób, bo tyle skrzyknęło się do Klubu, by rzecz całą wykonać. W tym amatorskim teatrze, gdyż po śmierci Jadwigi Domańskiej (w roku 96') i odejściu Marii Stochaj, nie ma w Polonii zawodowych reżyserów, wszystko co jest robione, dyktowane jest sercem - czyli miłością do Melpomeny i... występowania na scenie.
By osiągnąć sukces, praca musi być WSPÓLNA, oparta na wzajemnej pomocy, radzie i... życzliwym uśmiechu. I to jest ta napędowa, magiczna siła ottawskiego Klubu. Tu cud się dzieje przy każdej inscenizacji - w samym prowadzeniu aktorów - bo niby kto ma to robić?, w ustawieniu ruchu scenicznego, w utrzymaniu tempa i spójności akcji.
Przykładem może być inscenizacja "Złotej Rybki", gdzie twórczym pomysłom Iwony Buziak Mahomet (cudowna oprawa plastyczna bajki) bez wytchnienia sekundował cały zespól. I był to sukces mierzony kilkoma wystawieniami. Szkoda, że Klub nie pojechał z bajką w świat... no choćby do Montrealu.
Niezapomniana Jadwiga Domańska w programie Jasełek z roku 93' napisała - "Reżyseria - wspólna", i choć wiemy, kto był wizjonerem całości, miała rację. Czyli My Klub, nie ja gwiazda.
***
Dziś animatorzy polskiej kultury na obczyźnie mają inne zadanie niż ich poprzednicy z czasów emigracji powojennej, czy nawet solidarnościowej. W obu przypadkach ludzie ci, choć w różnym natężeniu, nie zgadzali się na okupowaną przez Sowietów Polskę. Kiedy ich Ojczyzna była zniewolona, prowadzona na politycznym sznurku Układu Warszawskiego, systematycznie rusyfikowana, to utrzymanie polskości na obczyźnie było formą walki z wrogiem, patriotycznym obowiązkiem! To była ta solidarność Polonii z ciemiężonym i inwigilowanym przez ubecko - esbecką hołotę Krajem. I nie tylko, chodziło też o utrzymanie w sercach tego, co historia im wydarła, ten element tęsknoty za utraconą bezpowrotnie Ojczyzną.
Ponieważ nic nie trwa wiecznie, no i do tego panta rhei to na naszych oczach zmienił się "podział sił" świata. Dziś Polska jest wolna, bez granic i na wyciągniecie ręki. A tak, za sprawą czarodziejskiej różyczki o nazwie Internet mamy dostęp do polskiego radia, telewizji, prasy i co tam jeszcze... Oczywiście, ta ogromna łatwość dojścia do źródła wpływa na działalność polonijną np. wydawnictw (bo jaki dziś ma sens gazeta, w której podana jest informacja z tygodniowym opóźnieniem?) czy teatru (w TV Polonia czeka cały zestaw spektakli od klasyki do ...) pytam?
Czy ma przyszłość ruch kulturalny w Polonii? Tak, ale inaczej rozumiany. Wszelkie "zajęcia w języku polskim" od tańca po teatr czy chór będą opierać się głownie na ludziach, którzy lubią ze sobą spędzać czas, bo łączy ich wspólna twórcza pasja. Ludzi, którzy dobrze się czują w swoim towarzystwie.
I z tego mogą urodzić się fantastyczne rzeczy!
A jakie?
Czas pokaże.
Jolanta Nadzieja Szaniawska
Ottawa, 25 stycznia 2008
Dom otwartego serca
Cóż może być piękniejszego, niż zawsze otwarte drzwi do domu naszych przyjaciół, gdzie witani jesteśmy życzliwy uśmiech i pytaniem "może coś zjesz, mam gorącą zupę". Szczególnie jest to ważne w okresie Świąt, gdy otaczający, nie zawsze przez nas rozumiany kanadyjski świat, zastyga przytłoczony wspomnieniami z rodzinnego domu. Domu gdzie była matka, odświętnie zastawiony stół, choinka, kolęda ...
Znałam taki dom. Przed laty Elżbieta i Bogusław Mosielscy zainicjowali coś, co w zachodniej kulturze nie jest praktykowane, otwarty dom dla przyjaciół. W ich pełnej obrazów posiadłości w Ritchmond, pod hasłem - "spotkajmy się, pogadajmy, zaśpiewajmy" odbyło się kilka wyjątkowych wieczorów. Bogdan, nie tylko doskonały malarz, ale i świetny gawędziarz bawił przybyłych rozmową, Maria Knapik z grupą przyjaciół dawała mini - koncert, Jaśmina (córka państwa domu) grała na flecie... choinka błyskała kolorowymi światełkami, kot łasił do nóg, z kuchni dobiegały smakowite zapachy... Cudownie było, jak to w rodzinie, bo nią chcieliśmy, choć przez chwile być. My, zaplątani w dwa, oddzielone oceanem kultury światy - polski i kanadyjski.
Minęły lata, nie ma już wśród nas Bogusława (Ostatnia droga... ) nie ma takich spotkań.
I nie do końca prawda. Maria Knapik, nasza ambasadorowa polskości w Ottawie, niejako przejęła pomysł Bogdana. W nowym, przestronnym domu zaczęła organizować spotkania przyjaciół, jak choćby to ostatnie - "Śpiewanie kolęd" i nie tylko, na które "wpadło" pond sto osób! Każdy coś przyniósł do zjedzenia, coś do picia i zrobiło się świąteczne przyjęcie, że hej! Wnętrze domu zbudowane bez ścian, piętra połączone schodami, tak że to pierwsze, patrząc z dołu może służyć za scenę! W części "artystycznej" wieczoru wystąpił Tomasz Francky z zespołem, i zabrał nas w roztańczony świat rock and rolla. To było pełne zaskoczenia, znany ottawski baryton... Preslyem! Może być i tak! Tomasz w nowym, estradowym wydaniu był na prawdę świetny! W drugiej części wieczoru, bo to było jak wyjście na koncert, z wiązanką kolęd wystąpił zespól "Małe Belcanto" prowadzony przez Marię Knapik. Gdy doszło do polskich pieśni, śpiewał cały dom od piętra po piwnicę, bo goście liczeni w dziesiątki (!) byli wszędzie!
Tak, to spotkanie u Marii na długo pozostanie w naszej pamięci. Raz, z powodu ogromnej gościnności pani domu, dwa - było takie polskie!
Jolanta Nadzieja Szaniawska
Ottawa, styczeń 2008
Do domu wracam jak strudzony pielgrzym
O. Stanisław Kowal (5 luty 1953 - 10 luty 2008)
Oblat Maryi Niepokalanej

W niedzielę, po długiej i ciężkiej chorobie odszedł opiekun duchowy ottawskiej Polonii, proboszcz O. Stanisław Kowal, OMI.
O. Kowal urodził się 5 lutego 1953 roku w Grzeskach, Polska. W 1979 wstąpił do zakonu Misjonarzy Ojców Oblatów , nowicjat zakończył rok później pierwszymi ślubami zakonnymi. Przez dwa lata studiował psychologię, a następnie cztery teologie, uzyskując tytuł magistra nauk teologicznych. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk Arcybiskupa Jerzego Stroba z Poznania. Po dwóch latach pracy w Polsce, w listopadzie 1989 roku został oddelegowany do pracy w Kanadzie. Pierwszą parafią była parafia Świętego Ducha w Winnipegu (1991-93), następnie Świętego Maksymiliana Kolbego w Mississauga (1993-95) i Różańca Świętego w Edmonton. W 1999 powrócił do parafii Świętego Maksymiliana Kolbe, gdzie pracował jako proboszcz do 2005. W roku 2005 O. Stanisław został przeniesiony do parafii św. Jacka Odrowąża w Ottawie, gdzie zakończył swą ziemską wędrówkę.
Dziś moją duszę w ręce Twe powierzam
Mój Stwórco i najlepszy Ojcze
Do domu wracam jak strudzony pielgrzym
A Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem. (...)
W żałobie pozostawił brata (ksiądz w Niemczech) oraz dwie siostry w Polsce. Księża Oblaci szczególne podziękowania składają doktorowi Zdzisławowi Czarnowskiemu oraz personelowi Działu Intensywnej Terapii Szpitala General, gdzie śp. Stanisław Kowal przebywał przez ostatnie miesiące.
Ojca Stanisława pożegnały dwie parafie, 13 lutego Św. Jacka Odrowąża w Ottawie, oraz 14 lutego Mszą Pogrzebową w Św. Maksymiliana Kolbe w Mississauga.
Kondolencje można przesłać na www.mem.com
[ Jolanta Nadzieja Szaniawska ]
III Operowa Gala Marii Knapik
I kolejny wspaniały koncert za nam, ale nim o tym napiszę kilka słów refleksji.
Od lat obserwuję artystyczną karierę Marii Knapik, naszej "ambasadorowej polskości" w Kanadzie. Podziwiam Ją za upór, bo trzeba go mieć by pokonać te wszystkie ściany "komentarzy" i choć nie wiem co, iść swoją drogą! W Ottawie Maria nie pojawiła się z "czyjegoś notesu", żadna "stajnia" totumfackich układów Ją tu nie przywiodła, nie popierała... Do Kanady zaprowadził ją głos serca i miłość do męża, ale to oddzielna i też piękna historia.
Maria, uśmiechnięta dziewczyna spod Krakowa, wychowana w polskim domu o patriotycznych wzorcach, za ocean przyjechała wyposażona w ogromny talent i wiarę w siebie. I tylko własną pracą, doszła do takiej pozycji, że dziś jest tu naszym narodowym skarbem. Takiej drugiej śpiewaczki operowej polskiego pochodzenia, i pochodzenia tego się nie wstydzącej w Kanadzie nie ma!
Dziś polską artystkę doceniają inni, i na nazwisku "Knapik" robią sobie doskonały PR. Przykład? Ostatni koncert, gdzie po Marii i jej rozśpiewanych przyjaciołach, w tym gościnnie występującym dyrygencie z Filharmonii w Doniecku - maestro Vasylu Vasylenko, bohaterem była Ambasada Ukraińska, sponsor. I tu boli! [1]
Nie żebym coś miała do Jego Ekscelencji Ihora Ostasha, jest On tu lubianym, cenionym, wielce operatywnym dyplomatą, który swą Ojczyznę, Ukrainę, poprzez muzykę przybliża kanadyjskiemu widzowi. Proste, miłe, efektywne.
A tego wieczoru na sali byli ambasadorzy z różnych państw i wierzę, że wszyscy oni chcieliby mieć taką "swoją Marię". I dziwi, że nasza polska artystka nie jest zauważana przez naszą polską ambasadę. [2] (uwaga - liczę od roku 1993, to data przyjazdu Marii do Ottawy).
I kto na tym traci?
Tyle tytułem wstępu.
***
Już po raz trzeci odbył się w Ottawie koncert Gala Operowa z udziałem montrealskiej New Warld Philharmonic Orchestra założonej przez Michela Brousseau i znanych kanadyjskich solistów: Judith Vachon - sopran, Julie Nesrallah mezzo sopran, Fraser Rubens - tenor, Steeve Michaud - tenor i Marc Boucher - baryton. Gościem wieczoru był maestro Vasyl Vasylenko z Ukrainy. Gwiazdą zaś, i głównym motorem wszystkiego Maria Knapik, której w zrealizowaniu tego ogromnego koncertu ze stuosobowym chórem pomógł Komitet Organizacyjny złożony z przyjaciół jak Jenica George, Stefania Baraniak, Jocelyne Dearden czy Thomas Franzky.
W programie wieczoru znalazły się utwory kompozytorów: Gaetano Donizetti, Francesco Cilea, Giacomo Puccini, Giuseppe Verdi, Wolfgan Amadeus Mozart, Georges Bizet, Gioachino Rossini i Pietro Mascagni.
To jest zestaw z najwyższej półki!
Oklaskom nie było końca, a słowem najczęściej wypowiadanym - Brawo! Brawo! Brawo! I bym zapomniała o "perełce" dla publiczności, jaką zgotował Steeve Michaud [3] i brawurowo zaśpiewał "O sole mio" Eduardo di Capua. Rozgrzał nam serca na tą kanadyjską, srogą zimę, otulił słońcem Italii... O Muzo trwaj!
[ Jolanta Szaniawska ]
22.02.2008
[1] Marzy mi się taki koncert, w którym wspólnie wystąpią - sopran Maria Knapik i maestro Gabriel Chmura! Przypomnę czytelnikom, że pan Gabriel, dyrygent i muzyczny dyrektor NAC Orchestra http://www.hughkaylor.com/Chmura/, dziś związany z Radiową Orkiestrą Symfoniczną w Katowicach był naszą "europejską gwiazdą", "europejskim oddechem" i dumą w latach 1987-90. Za obsadę/repertuar, jaki wprowadził i za walkę z prowincjonalnymi gustami zapłacił cenę skrócenia kontraktu. Myślę, nie - ja wiem, że taki koncert w Ottawie będzie ogromnym sukcesem! Obie gwiazdy mają tu swoją wierną publiczność!
Więc do roboty!
[2] Jeden koncert Symfonii Pieśni Żałosnych na sopran i orkiestrę Mikołaja Góreckiego, w którym wystąpiła z inicjatywy ww. urzędu z okazji Święta Niepodległości 11 Listopada oraz koncert pamięci Jana Pawła II nie czyni wiosny.
[3] Steeve Michaud target=new> http://www.steevemichaud.com
top
|
| |
|
|
|
|